top of page
  • TikTok
  • Facebook
  • Instagram
  • YouTube

W odwiedzinach u “Kevina samego w domu”

  • Zdjęcie autora: Iwona Szpakowska
    Iwona Szpakowska
  • 3 sty
  • 3 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 8 sty

Co prawda święta już za nami, ale chyba każdy z nas marzył w dzieciństwie, by polecieć do Chicago i choć na chwilę zamieszkać w domu Kevina z filmu „Kevin sam w domu”.


Tak się złożyło, że pisząc te słowa, jestem w samolocie, oglądam właśnie „Kevina”, a jutro czeka mnie podróż za miasto, by spełnić to małe, dziecięce marzenie.


Choć nie mam możliwości wejścia do tego cudownego domu, samo zobaczenie go z zewnątrz będzie dla mnie ogromnym przeżyciem. Dom Kevina McCallistera nie znajduje się w centrum Chicago- przede mną około 45 minut drogi.


📍Adres: 671 Lincoln Avenue, Winnetka, IL.

Za bilety autobusowe zapłaciłam 25USD, kupując bilet 7-dniowy. Przy pierwszym zakupie trzeba uiścić jednorazową opłatę za wydanie karty w wysokości 5 USD, ale dobra wiadomość jest taka, że karta zostaje na przyszłość, więc przy kolejnej wizycie w Chicago można jej użyć ponownie.

Doładowanie karty na kilka dni wyniosło 20USD, czyli około 72PLN. Ja miałam swoją kartę z poprzedniego wyjazdu, ale karta Ventra nie działa na metra, dlatego musisz kupić bilet za 5,5 USD by dojechać do naszej stacji końcowej.


Ponieważ Chicago było dla mnie jedynie krótkim przystankiem, nie chciałam wydawać tu dużych pieniędzy. Dlatego większość atrakcji wybierałam pod kątem darmowych wejściówek. Jednym z takich miejsc był Millennium Park, gdzie zobaczyłam kultową już „Fasolę” (Cloud Gate).



Będąc w parku, obowiązkowym punktem jest lodowisko McCormick Tribune Ice Rink oraz klasyczne lodowisko pod choinką. Działa ono od połowy listopada do marca, wstęp jest darmowy, a na miejscu można wypożyczyć łyżwy.

Aktualne ceny można sprawdzić tutaj:


W tym roku ceny były zależna od dnia. W dni powszechne 17 USD, weekendy i święta 21 USD.

Na tej stronie również najlepiej zrobić rezerwację, bo ograniczy stanie w kolejce.


Po aktywnym czasie w parku i na lodowisku, udałam się na róg Washington i Dearborn, gdzie odbywał się jarmark bożonarodzeniowy. Kolejka do wejścia na minimum 30 min. Nie byłam na to gotowa, tymbardziej że nie było efektu WOW!

Kupiłam gorącą czekoladę i pianki w czekoladzie za 15 USD. Nie będę ukrywała, że kupiłam to tylko do zdjęcia i by poczuć świąteczny klimat.



Czas miałam mocno ograniczony, dlatego ostatniego dnia odwiedziłam Art Institute of Chicago. Jeśli jednak masz więcej czasu, zdecydowanie warto wybrać się także do ogrodu botanicznego. W okresie świątecznym bywa tłoczno, ale mimo to naprawdę warto.


Hostel rezerwowałam miesiąc wcześniej- wiadomo, ceny były kluczowe. Wybrałam najtańszą opcję, zakładając, że i tak nie będę tam spędzać dużo czasu. Hostel znajduje się w centrum miasta, a za noc zapłaciłam 121 PLN, co jak na USA jest naprawdę niską ceną. Szczerze? Sama byłam w szoku, że udało mi się znaleźć tak tani nocleg w tak dobrej lokalizacji.

O jakości… cóż, powiedzmy, że to temat na osobny akapit i zdjęcia mówią tu same za siebie.



Jeśli chodzi o jedzenie, mam na myśli samo Chicago, nie o całe Stany- wyjątkowo tłuste i mocno przetworzone. Przeglądając restauracje w Google, naprawdę trudno było znaleźć coś „normalnego”.

Jednym z niewielu miejsc, które mogę polecić w centrum, jest mała knajpka z homarem. Lobster sandwich to absolutny hit- nie jest tani, porcja nie jest duża, ale smak wynagradza wszystko.


Mowa o: Luke’s Lobster

📍134 N LaSalle St, Chicago, IL 60602




Podsumowanie kosztów mojego 5 dniowego wyjazdu:

•komunikacja miejska 31$ (112PLN)

•restauracje 135$ (485PLN)

•zakwaterowanie 710PLN

•zakupy spożywcze ok. 310PLN

•wejściówka do muzeum 71,4$ (256PLN)


Co łącznie daje kwotę 1874PLN; to dużo czy mało?



Komentarze


bottom of page