top of page
  • TikTok
  • Facebook
  • Instagram
  • YouTube

Kitesurfing w Wietnamie? Gdzie i kiedy najlepiej

  • Zdjęcie autora: Iwona Szpakowska
    Iwona Szpakowska
  • 3 dni temu
  • 5 minut(y) czytania

Swoją przygodę z kitesurfingiem rozpoczęłam właśnie tutaj, w Mui Ne. A jak wyglądała ta droga?


Na początku wylądowałam w Ho Chi Minh City, co było sporym ułatwieniem- stamtąd stosunkowo łatwo dostałam się do bardziej plażowych regionów Wietnamu. Po przylocie zaczęłam intensywne przeszukiwać internet i wysyłąć zapytania mailowe do szkół kitesurfingu. Było to dość ryzykowne i szczerze mówią: zdecydowanie lepiej zrobić to wcześniej.


Miejsca, które mnie interesowały to:


  • Mui Ne, czyli stolica kitesurfingu. Idealny w okresie listopad- marzec, idealne miejsce dla początkujących i osób bardziej zaawansowanych. Najlepsze warunki od października do kwietnia, najbardziej wiatr od listopada do marca. Poza sezonem nadal możliwy kitesurfing, ale trzeba liczyć się z większymi kutrami i słabszym wiatrem- dla mniej wymagających lub foilingu ok, ale nie idealne do jazdy na mniejszych latawcach.


  • Phan Rang- My Hoa Lagoon

    Dla wielu najleszy spot całego kraju- szczególnie dla tych, którzy chcą szybko robić postępy. Mniej tłoczno niż w Mui Ne, woda bardziej "przyjazna". Minusem jest trochę któtszy sezon.

    Również działa najlepiej w listopad- marzec, często nawet mocniej i bardziej stably niż Mui Ne.


  • Ninh Chu Bay- mniej popularny, ale świetny dla różnych stylów. Duża, piaszczyska plaża, która oferuje różne warunki w zależności od wiatru i pływów. Zdecydowanie mniej ludzi, ale i nie ma atmosfery Mui Ne. Sezon zaczyna się w listopadzie, a kończy w marcu. Najlepszy okres by tam kitesurfować to grudzień- luty. Zataka jest płaska, ale lepszy wybór dla osób średniozaawansowanych i zaawansowanych.



W mailach opisałam swój plan podróży, nie bawiłam się ze szczegółami, ale podałam, gdzie i kiedy ląduję, dokąd zmierzam i (co najważniejsze) ile czasu spędzę w Wietnamie. I właśnie tutaj popełniłam błąd. Założyłam, że będę robić 3 godzinny dziennie lekcji przez 5 dni. To okazało się kompletnie nierealne.

W praktyce wychodziło ok. 2 godzin zajęć, i to co mniej więcej dwa dni. Dlaczego? Bo do kitesurfingu potrzebny jest wiatr, a do nauki- odpowiednie fale. Tego nie da się zaplanować co go godziny.


Po akceptacji warunków przez szkołę kitesurfingu wybrałam Mui Ne jako kolejny cel wyjazdu. Została tylko jedna kwestia: transport z Ho Chi Minh City.


Na mapie wyglądało to banalnie blisko- do momentu, gdy sprawdziłam realny czas przejazdu. Autobusem to niecałe 4 godziny, ale zanim ogarnęłam, jak i czym się tam dostać, zrobiło się prawie 20:00.


Szybko znalazłam poranne połączenie moim ulubionym sleeping busem i już o 9:00 rano byłam w Mui Ne. Rezerwację zrobiłam przez 12go.asia- kolejny raz bez niespodzianek.

Bilet kosztował 277 000 VND, czyli około 39zł.


Dojazd do Phan Rang byłby nieco dłuższy i droższy, ale różnica nie jest znacząca. Podróż autobusem zajęłaby około 6 godzin i kosztowała 300 000 VND, czyli około 42 zł.

Alternatywą jest pociąg, ceny zaczynają się od 430 000 VND, jednak czas przejazdu wacha się od 5h50 min do aż 7 godzin!

Na plus Phan Rang było to, że noclegi są wyraźnie tańsze. Sensowne opcje zaczynają się już od około 50 zł za noc, a co ciekawe- ofert jest tam więcej, przynajmniej patrząc na dostępność na trip.com.


Trzecią i ostatnią rozpatrywaną przeze mnie opcją była Ninh Chu Bay. Pod względem kosztów i czasu dojazdu wypada bardzo podobnie do opisywanego wyżej Phan Rang, oba miejsca dzieli zaledwie 11 minut jazdy samochodem. Taką odległość spokojnie można pokonać skuterem.


Dlaczego wybrałam tę szkołę kitesurfingu?

Wybór nie był szczególnie romantyczny ani przemyślany tygodniami. Plan robiłam na szybko i w pewnym momencie zadziałała zasada: kto pierwszy, ten lepszy. Kluczowe było dla mnie to, że komunikacja mailowa była jasna, konkretna i bez krętactwa. Czułam, że nie zostanę „wystawiona” z lekcjami. Na miejscu poznałam cudowną Liz, założycielkę szkoły, która przyleciała do Wietnamu ponad 15 lat temu. Kitesurfing to jest pasja i widać to na każdym kroku. W swojej szkole zatrudna specjalistów najwyższje klasy. Certyfikowane osoby z imponującymi osiągnięcami sportowymi, m.in. Michała Kalczyńskiego oraz Joannę Orlik.


Dość nieoczywiste ale bardzo istotne: przejrzysta strona internetowa. Bez ukrytych haczyków i opłat zapisanych drobnym drukiem. To robi różnicę, bo nieraz natkęłam się na nieuczciwe zagrywki marketingowe.


Link do szkoły:



Link do Instagrama:



Z jakimi kosztami się to wiązało?

Nie będę udawać- kurs nie należał do najtańszych. Za 15 godzin zapłaciłam 825 euro- lekcje prywatne. Ceny zaczynają się od 75 euro za godzinę. Czy to dużo? W okolicy na pewno da się znaleźć tańsze opcje, ale dla mnie kluczowe było poczucie bezpieczeństwa, zaopiekowana się mną i dobra atmosfera. Otrzymałam wszystko, czego szukałam- nawet więcej!


Czułam się zaopiekowana, a to było dla mnie absolutną podstawą- zwłaszcza że boję się pływania na większych głębokościach. Basen, gogle, czysta woda… nie ma problemu. Słona, ciemna woda i otwarta przestrzeń? To już zupełnie inna historia. Ale czego się nie robi, by przełamać swoje słabości.


Mój mega cierpliwy nauczyciel Canh
Mój mega cierpliwy nauczyciel Canh

Szkoła C2Sky okazała się najlepszym wyborem. Cudowni ludzie, świetne miejsce i naprawdę wyjątkowa atmosfera.

W dni wolne możesz po prostu przyjść, usiąść na tarasie i cieszyć się widokiem.

Na miejscu zamówisz coś do picia albo skorzystasz z ich kuchni- menu wstawiam poniżej.



Gdzie wybrać nocleg?

Zakwaterowania nie musicie szukać daleko- szkoła oferuje również nocleg na pięknym, strzeżonym osiedlu.

Ceny pokoi zaczynają się od 35 € za dwie osoby (około 160 PLN, czyli 80 PLN od osoby)!

W tej cenie dostajecie ciszę, spokój i komfort. Jasny, estetyczny pokój z balkonem i dużymi oknami.

Poranki tutaj są wyjątkowe, budzenie się przy wschodzie słońca naprawdę robi wrażenie.

Warto pamiętać o tej możliwości decydując się pobyt w Mui Ne.




Bardziej budżetowa opcja zakwaterowania

Początkowo chciałam jeszcze bardziej zaoszczędzić i znalazłam hostel przez Trip.com. Sam obiekt był w bardzo dobrej lokalizacji- tuż obok mojej ulubionej knajpki z najlepszą wegetariańską zupą pho.


Minusem było jednak położenie geograficzne. Nazwa „Hill” może Wam podpowiedzieć, o co mi chodzi, codzienne podejścia dawały się we znaki.

Cena wynosiła niecałe 15 euro za noc, ale minusów było więcej. Pokój był ciemny, a przez to zupełnie nie czułam się jak na wakacjach (i nie, to wcale nie jest głupie). Dodatkowo łóżko było ekstremalnie twarde, co skutecznie odbierało komfort snu.

I teraz bardzo ważne: nie bez powodu piszę ,,hostel”, czasy nie ograniczał tego miejsca. Zdjęcia, które wstawiam są ze strony internetowe, ale niezupełnie tak to wyglądało.



Szczegóły dotyczące hostelu oraz dokładną lokalizację wstawię poniżej:




Gdzie warto zjeść po intensywnym treningu?

Po dwóch godzinach w wodzie, totalnie na czczo, umierałam z głodu. Na szczęście tutaj zawsze miałam kilka sprawdzonych miejsc z domowym jedzeniem.


Po drodze do hostelu mijałam moją ukochaną zupę pho, o której już wcześniej wspominałam. Cała ta aleja miała w sobie coś magicznego- wszystko wydawało się „tańczyć”. Małe knajpki, pani sprzedająca owoce za 20 000 dongów, lokalny sklep spożywczy. Oczywiście płatność tylko gotówką, aleo tym pisałam już we wcześniejszych postach.


A teraz konkrety, czyli miejsca, do których naprawdę warto zajrzeć:


📍Mũi Né Tropical Restaurant - Nhà hàng cơm gia đình:



‼️Uwaga: zawierały kolendrę‼️


📍Lạc Roastery:



📍Bao Kim Restaurant KIM food + DRAFT BEER


📍cheap earery huê dung ( seafood, BBQ )



Co w przypadku, gdy nie ma wiatru?

W takie dni chodziłam na plażę z książką- i to też było świetne. Niedaleko zakwaterowania C2Sky znajduje się piękna plaża, choć niestety dość komercyjna. Wystarczy jednak odejść kawałek dalej, by krajobraz całkowicie się zmienił.

Plaża nazywa się Bãi biển Từ Lam, a jej najładniejsza część leży po zachodniej stronie. Pod koniec dnia niebo przybiera tam intensywne, czerwone odcienie.

Jedna zasada: odejdź od tłumów. Bez tego stracisz cały urok tego miejsca.



16 km od mojego zakwaterowania, są Czerwone Wydmy. Wyglądają jak krajobraz wyjęty z innej szerokości geograficznej. Piasek zmienia tu kolor w zależności od pory dnia- od jasnego beżu po głęboką czerwień. Wiatr rysuje na nich linie, które klimat rodem z Sahary. Aby jednak to zobaczy, musisz przyjechać wcześnie rano.

W środku dnia to tylko piach i kurz, bez magii. Na Get Your Guide, możesz zabookować usługę transportu, ale za Graba zapłacisz 11 PLN w jedną stronę.




Czy było warto?

Spędziłąm cudowne 10 dni przy pięknej pogodzie i w otoczeniu cudownych ludzi. Jak wiadomo, pogoda bywa kapryśna- raz wiatr wieje, raz nie, i to też jest w porządku. Odpoczęłam i w końcu poczułam, że naprawdę jestem na wakacjach. Cel osiągnięty.

Mimo, że woda wciąż pozostaje dla mnie pewnym wyzwaniem, boję się już zdecydowanie mnej. przygodę z kitesurfingiem będę kontynuować- mam solidne podstawy, teraz potrzeba tylko więcej praktyki. A jak wiadomo, praktyka czyni mistrza.












Komentarze


bottom of page